środa, 19 grudnia 2012

Historia pewnych rękawiczek

Intensywnie Kreatywnej padam do nóżek za odkrycie przedemną świata rękawiczek. Na swoim blogu opublikowała świetny tutorial jak je robić - kto go jeszcze nie widział czym prędzej powinien odwiedzić jej bloga. Dla mnie rękawiczki z palcami stanowiły zawsze czarną magię, a dzięki wspaniałemu tutorialowi okazały się tak łatwe do wykonania.
Włóczka leżała i czekała, aż dojrzeję do myśli, że dam radę je zrobić :) Jednak najpierw zrobiłam "prototyp"...chciałam się przekonać czy mi się uda takie cudeńka wyczarować, więc wzięłam grubszą włóczkę i zaczęłam nauki :)
Oto to co powstało wg wzoru Intensywnie Kreatywnej:
Uradowana z siebie, że próby zakończyły się sukcesem zaczęłam nabierać oczka na rękawiczki właściwe - nie było mi dane nabrać ich do końca, bo wtedy oto Ślubny wyraził chęć posiadania ręcznie robionych rękawiczek. Ze sto razy zapytany czy aby na pewno chce i czy będzie je nosił odpowiadał, że jak najbardziej :) Przekopawszy Ravelry znalazłam właściwy wzór, który został zaakceptowany i powstały takie oto pięciopalczaki:
Włóczka to czarna Alize Cashmira, druty 3 mm, wzór to Knotty Gloves Julii Mueller.

Ślubny zażyczył sobie powtykać ćwieki w rękawiczki, ale póki co poszukiwania tych właściwych nie przyniosły pożądanego rezultatu. Jak już trafią się odpowiednie, powstaną fotki :)
I małe zbliżenie na warkocz:
Do kompletu powstał i komin. Ta sama włóczka, druty 4 mm, wzór kombinowany na bieżąco:
Zaopatrzywszy Ślubnego w zimowe akcesoria, które są używane co mnie bardzo cieszy, nabrałam oczka na swoje palczaki i się dzieją:

Cieszę się, że serweta się Wam spodobała :) Po świętach planuję kolejną, tym razem z małą niespodzianką :)

sobota, 8 grudnia 2012

Serweta na drutach

Czas najwyższy wyrwać tego bloga z letargu. Po prawdzie mówiąc zaczęło brakować mi tego wszystkiego związanego z blogiem. Może uda się go na nowo rozruszać :)
Wprawdzie nie pisałam, ale ręce nie próżnowały i cały czas coś dziergały, aby głowa za dużo nie błądziła myślami, tylko skupiała się na wzorach:) Zdecydowanie to pomaga :)
Na dobry początek zaległości czyli serweta na drutach zrobiona dawno temu, sfotografowana i nabierająca mocy urzędowej w katalogu "do publikacji". Czekała tak długo, bo to był ostatni prezent, który podarowałam Babci. Musiała odczekać w tym katalogu swoje i już czas aby ujrzała światło dzienne :)
Wzór z Sabrina Robótki Ekstra 2/2012, kordonek Maxi w kolorze łososiowym, druty nr 3:
O wyróżnieniu, które otrzymałam i pięknym prezencie następnym razem :)

Za wszystkie ciepłe i życzliwe słowa pod ostatnim postem i tymi w mailach bardzo, bardzo dziękuję. Czytając łezka kręciła mi się w oku, ale i na serduchu ciepło się robiło. Jeszcze raz Wam bardzo serdecznie dziękuję.

piątek, 14 września 2012

Smutek

Odkurzę te pajęczyny na blogu, ale potrzebuję jeszcze krótkiej chwili.
Moja Babcia, która tak niedawno pokazywała mi jak się robi serwety na drutach odeszła, spokojnie zasnęła już na zawsze. Już nigdy nie będę mogła do niej zadzwonić, usłyszeć jej głosu, przytulić się i zapytać co u niej....
Wiem, że tak jest ten świat urządzony, ale to tak strasznie boli....

ps. na wszystkie maile i komentarze odpowiem, dajcie mi proszę jeszcze chwilkę czasu

czwartek, 28 czerwca 2012

Serweta na drutach "Jutta"

Nastąpiły przeprosiny ze szpilkami i na matę do blokowania wskakują kolejno serwety, pokazane w ostatnim wpisie. Na początek serweta, która dopiero co zeskoczyła z drutów:
Wzór do "Jutta" z książki "Knitted Lace" Sonja Esbensen, Anna Rasmussen.
Nici Maxi w kolorze turkusowym, druty 3 mm, średnica 60 cm.

Serweta napinana w bólach bym rzekła :) Mięśniowych :) Ciężko napinać serwety na czworakach przy bólach mięśni nóg, rąk i ramion - nie polecam takiej wątpliwej przyjemności :) Zaserwowałam sobie na nowo po dłuższej przerwie treningi i zanim wrócę do dawnej formy to niestety przez chwilę muszę pocierpieć. Siadanie i wstawanie stanowią wyzwanie :)

piątek, 15 czerwca 2012

Prezent

Jakiś czas temu Intensywnie Kreatywna napisała, że chce rozpocząć przygodę z frywolitką i waha się czym pracować: igłą czy czółenkiem. Wysłałam jej zatem "zestaw startowy" z niezbędnymi akcesoriami i czółenkiem, o których można poczytać na Rogu Renifera. A wczoraj to ja dostałam prezent :) Listonosz przyniósł paczuszkę od Intensywnie Kreatywnej. Zawierała przepiękny, ręcznie haftowany pasek:


Prezent jest poprostu cudny, perfekcyjnie wykonany i zawiera ogrom pracy i serca. Jeszcze raz bardzo, bardzo serdecznie dziękuję :)))))

A na froncie robótkowym? Dzieje się, dzieje - tylko nie mogę się zabrać za blokowanie. Oto dowód, że sterta rośnie i nabiera mocy urzędowej :) :

Od dołu: granatowy Vlad zrobiony już dawno temu i dwie serwety na drutach. Trzeciej, nieuwiecznionej na zdjęciach, brakuje 10 rzędów, więc jutro powinna być skończona. Trzeba się przeprosić ze szpilkami i nareszcie to poblokować :)

wtorek, 8 maja 2012

Serweta na drutach "Jaśmin mały"

Serwety i serwetki na drutach "uczepiły się" mocno i puścić nie chcą :) Kolejna serwetka zeszła z drutów i maty do blokowania:
Nici to turkusowa Maxi, średnica serwetki 34 cm.
Wzór pochodzi z babcinego zeszytu.
Na allegro udało mi się upolować trzy stare książki z wzorami i po przejrzeniu zawartości jednej z nich ("Serwety-nowe wzory" Stefanii Martyniak) okazało się, że jest tam serweta o tej samej nazwie, różni się tylko ilością rzędów.
Robienie serwet wg wzorów z babcinego zeszytu ma swój urok: jest nazwa serwetki i w głowie rodzi się jakiejś jej wyobrażenie, a po wydzierganiu okazuje się, że wygląda całkowicie inaczej :) Ta doza niepewności i niewiedzy sprawia, że dzierganie tych serwetek ma swój "smaczek" :)

A z frontów szydełkowych i frywolitkowych? Długodystansowca przybywa, chociaż strasznie wolno, bo rzędy już teraz niesamowicie długie :)
Frywolitkowo też się dłubie: dwie serwetki rozgrzebane i jeszcze chwilkę mi z nimi zejdzie, bo ja się zawsze rzucam na duże projekty :) I serwetki też do małych nie należą, a z frywolitkami w wielkich formatach schodzi niestety znacznie więcej czasu niż z pracami szydełkiem czy drutami. Ale nieskromnie powiem, że efekt będzie wart włożonego wysiłku :)

sobota, 5 maja 2012

Mała serwetka na drutach

Jeszcze w kwietniu powstała mala serwetka na drutach wg wzoru znalezionego na blogu Lacrimy. Serwetka z jasnożółtej Aidy 10:
Serwetka powstała na potrzeby koszyczka wielkanocnego i idealnie pasowała :)

Jeśli chodzi zaś o nici...kiedy zaczynałam przygodę z frywolitką, jeszcze w Dublinie udało mi się znaleźć pasmanterię, gdzie była od ręki dostępna Aida w różnych kolorach i rozmiarze 10 i 20. Kupowałam oba rozmiary, jednak dosyć szybko zorientowałam się, że ta w rozmiarze 10 jest za gruba i tak sobie leża i czekała na lepsze czasy. Zastosowanie znalazła w serwetach, jednak praca z nią nie jest tak różowa i kolorowa - sztywna jest niesamowicie i mniej miękka i lejąca niż np. Maxi. Mam jej jeszcze trochę, więc chyba będę musiała się do niej przekonać :) Póki co wyrabiam zapasy Maxi w różnych kolorach i całkiem nieźle się ta nić sprawuje. Jak wyrobię te zapasy to koniecznie muszę wypróbować inne nici - Yarn Art Violet ma piękne kolory :) A Wy macie jakieś ulubione kordonki, zbliżone grubością do Maxi?

sobota, 14 kwietnia 2012

Serweta na drutach "Bochnia"

Przeglądając zapasy kordonków znalazłam resztki Maxi w kolorze brudnego różu. Robiłam z niego ten obrus ( klik ), a potem próbowałam go "wykończyć" robiąc sześciokątną serwetkę (klik). Kordonek uparcie pozostawał w ilościach nadających się na jeszcze jeden wyrób. Na fali fascynacji serwetkami na drutach znalazłam wzór, który mnie urzekł, złapałam druty i powstała serweta "Bochnia", która w średnicy ma 60 cm: Wzór pochodzi z Diana Robótki Ręczne Nr 2 z 1997 r..
I uparcie kordonka nadal pozostało, pewnie wystarczy na jeszcze jedną serwetę :D

niedziela, 8 kwietnia 2012

Wesołych Świąt

Wszystkim czytelnikom bloga życzę
ciepłych, pełnych radosnej nadziei
Świąt Zmartwychwstania Pańskiego,
a także kolorowych spotkań
z budzącą się do życia przyrodą.

czwartek, 29 marca 2012

Serwetka na drutach "Amarylis"

Serwetkowa miłość trwa nieprzerwanie :) Powstała serwetka "Amarylis": Wzór pochodzi z gazetki Diana Robótki Ręczne Nr 5 z 1992 r.
Bok serwetki ma 36 cm.Kordonek to Aida 10 w melanżowym kolorze bieli i beżu. Druty nr 3.

A dzisiaj w sprzedaży ukazała się Sabrina Robótki ekstra "Obrusy dziergane na drutach". Już znalazłam kilka modeli, którę muszę zrobić już, natychmiast i zaraz :)
Fajnie, że wydawnictwo postanowiło wypuścić numer tylko z serwetkami i obrusami na drutach. Z tego co zdążyłam się zorientować to ostatnie pismo w języku polskim w całości poświęcone właśnie serwetkom na drutach ukazało się w 1999 r. Chyba, że późniejsze numery umknęły mej uwadze :) W obliczu zafascynowania obrusami na drutach mam cichą nadzieję, że będą ukazywać się kolejne :)

piątek, 23 marca 2012

Serwetka na drutach "Mała spiralka"

Serwetka "Mała spiralka" wg wzoru Babci już dawno była skończona. Tylko mocy urzędowej nabierała i czekała na to, aż ją zblokuję. Wczoraj została przyszpilona, a dzisiaj prezentuje się tak: Kordonek to bordowe Maxi, druty nr 3. Moja jest większa niż wzór podawany wcześniej, ma 44 rzędy, co dało 30 cm średnicy. Łuki celowo nie zostały napięte, ciekawa byłam jak się będą prezentować w wersji zaokrąglonej. Przy kolejnym blokowaniu naciągnę jednak i łuki :)
Nie ostatnia to serwetka, bo na drutach już rośnie kolejna. Ostatnich kilka tygodni jest dla mnie bardzo intensywny pod względem pracy, więc relaksik przy robótce wieczorem jest wielce pożadany. Jednakże był czas, że nie dało się wyrwać ani chwili z dnia, a czasu ledwie starczało na sen. Teraz nadrabiam wszystko co się da, wczoraj wieczorem powstało już pół nowej serwetki :)
Długodystansowiec powoli rośnie, a Vlad już dawno skończony i czeka na blokowanie :)

niedziela, 26 lutego 2012

Tutorial: Jak zrobić serwetę na drutach metodą Magic Loop

Kiedy Babcia opowiadała mi o metodzie robienia serwet na drutach (o których pisałam wczoraj klik) z użyciem 5 drutów pończoszniczych wiedziałam, że ta metoda to nie dla mnie. 5 drutów w jednym czasie w użyciu to dla mnie o 3 za dużo :) W moich rękach te druty żyją własnym życiem i nijak nie możemy się dogadać:)

Ale serwety nie dawały mi spokoju...i siedząc z kawą w jednej ręce, a drugą przerzucając kartki Babcinego zeszytu nagle mnie olśniło: metoda magic loop. Skoro skarpetki standardowo robione na okrągło przy pomocy 5 drutów, da się zrobić na dwóch z żyłką metodą magic loop to i przecież serwetę MUSI się tak dać zrobić...Złapałam za druty i po chwili prawie mi urosły z dumy skrzydła...pomysł genialny, serwetka powstaje:) Pewnie się zaraz okaże, że taka metoda robienia serwet to nic odkrywczego, ale dla mnie początkującej w tychże serwetach to jak samodzielne wyjście z ciemności na pełne słońce :D Chociaż szczerze mówiąc szukając w sieci informacji nt. metod robienia serwet na drutach nigdzie nie natknęłam się na sposób robienia serwet inny niż ta z użyciem 5 drutów (wszędzie idą w zaprte, że koniecznie 5 drutów i basta), więc tym bardziej "moje odkrycie robótkowej Ameryki" przyniosło mi wiele osobistej satysfakcji :)

I dla wszystkich zainteresowanych zrobiłam mały tutorial o robieniu serwet na drutach metodą magic loop :) Oparłam go na wzorze z zeszytu Babci za jej pełną zgodą i przyzwoleniem na publikację wzoru :).

Na warsztat wskoczyła serweta "Mała spiralka".

Potrzebne będą:
a) kordonek (w moim przypadku Maxi),
b) druty na żyłce (ja wzięłam nr 3, mniejszych niestety nie posiadam póki co:)),
c) cierpliowść i dobre chęci ;)
1. W zeszycie wzory są przedstawione opisowo:


2. Mnie osobiście wygodniej czyta się schematy, więc przerobiłam powyższy opis na schemat:


3. We wzorze jest napisane, że początek to 8 oczek:
4. Te 8 oczek mamy rozłożyć na 4 druty. W metodzie magic loop robimy na dwóch drutach z żyłką, więc rozłożyłam po 4 oczka na każdym:

Jeśli we wzorze jest np. powiedziane, że początek to 9 oczek i 3 druty, to nie ma problemu, bo rozkładamy to jako 6 oczek na jednym drucie i 3 na drugim.

5. W pierwszym okrążeniu, które zrobiłam nie korzystam jeszcze ze wzoru. Roboczo nazywam go okrążeniem "0", gdzie robię same prawe, aby zamknąć oczka w kółko:

Warto dodać, że we wzorach, gdzie w pierwszym okrążeniu są same prawe bez jakichkolwiek narzutów, tego okrążenia "0" nie trzeba wykonywać.

6. A potem lecimy dalej zgodnie ze wzorem, pamiętając, że na naszym jednym drucie mamy oczka z 2 drutów pończoszniczych. Skoro wg wzoru w pierwszym okrążeniu mamy oczko prawe i narzut, to już wiemy, że powtórzeń wzoru na całym obwodzie serwetki będzie 8, czyli w przypadku korzystania z metody magic loop mamy po 4 powtórzenia wzoru na każdym drucie.


I powoli przyrasta serwetki na drutach:


7. Żeby zobaczyć efekt naszej pracy wystarczy wetknąć marker na żyłkę w miejscu gdzie mamy ją wyciągniętą w magic loop i całość przesunąć na żyłkę, aby naszym oczom ukazał się taki oto widok:

Aby powrócić do dziergania w miejscu naszego markera wyciągamy ponownie żyłkę i lecimy dalej zgodnie ze wzorem :)
8. W naszej serwetce mamy 28 rzędów (27 rozpisanych na schemacie + 28 okrążenie samymi prawymi jak wszystkie parzyste rzędy). Po 28 okrążeniu możemy przystapić do zamykania oczek (punkt 9.). Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby robić dalej, bo jak wynika ze schematu możemy dziergać serwetkę powiększając wzór (patrząć na wzór łatwo wywnioskować jak będą wyglądać kolejne okrążenia) i dopasować rozmiar serwetki według własnego uznania.
9. Zakończenie to 12/3 - oznacza to, że bierzemy szydełko do ręki i ostatnie okrążenie zamykające wykonujemy tymże szydełkiem następująco: 3 oczka przerabiamy razem, 12 oczek łańcuszka, 3 oczka razem i tak do końca.

Mam nadzieję, że tutorial okaże się pomocny :) Ja osobiście jestem oczarowana pięknem serwet na drutach. Są takie misterne i delikatne. Przekopałam swoje zbiory książkowo-gazetowe i na "wierzch" wyłożyłam wszystko co dotyczy właśnie serwet. Kolejny rozdział na blogu pt. "serwety na drutach" uważam oficjalnie za otwarty :)

Jeśli skorzystacie z tutoriala będzie mi niezmiernie miło za informację o tym, bo z przyjemnością popodziwiam serwetkę na drutach pt. "Mała spiralka" w Waszym wykonaniu. To jak? Kto robi ze mną serwetkę?

Moja serwetka już prawie na ukończeniu, potem tylko blokowanie i prezentacja. "Mała spiralka" trafi w ręce Babci, aby cieszyła jej oczy.

sobota, 25 lutego 2012

Skarb i "robótkowe korzenie"

Tego posta chciałam napisać od pierwszej chwili prowadzenia bloga. Zeszłotygodniowa wizyta u mojej Babci i "upolowanie" pewnego Babcinego zeszytu, a dla mnie nadroższego skarbu do mojej kolekcji sprawiło, że post ten w końcu powstał. Skarb dostał zaszczytne miejsce w moim dość już pokaźnym i okazałym księgozbiorze dot. robótek ręcznych. A co to za skarb? O tym za chwilę :)

Zaczniemy od początku :) Jak się w ogóle zaczęła moja miłość do robótek? Ano w drugiej klasie podstawówki w szkolnej świetlicy, gdzie po lekcjach w szkole czekałam na to, aż Mama odbierze mnie ze szkoły. W tej oto świetlicy pewna pani, która pilnowała dzieciaków machała igiełką nad kawałkiem materiału. Zawsze mnie to intrygowało i siadałam obok pani i zadawałam mnóstwo pytań typu: "Czy to jest trudne?", "A jak się to robi?", "Czy mogłaby mnie Pani nauczyć?". W ilości i częstotliowści swoich pytań musiałam być chyba bardzo namolna, bo ku mojej wielkiej radości pewnego dnia Pani wyciągnęła kawałek kanwy, dała igłę i mulinę, pokazała jak się robi krzyżyki i nakazała ćwiczyć :) Ćwiczyłam długo i zawzięcie, aż z koślawych "niewiadomo co" zaczęły wyłaniać się dość ładne i zgrabne krzyżyki :) Złapałam przysłowiowego bakcyla i zapragnęłam "więcej". Dlatego też pani przyniosła pewną książkę pt."Zręczne ręce" (o ile mnie pamięć nie myli) i pokazała pracę, którą mam wykonać. Było to słoneczko wykonane ze sznurków techniką makramy na dwóch metalowych obręczach . Szkolny pan konserwator zrobił mi obręcze (a chyba z pół metra w średnicy to to miało:) ), dostałam sznurek i do dzieła :) Moje słoneczko wisiało w świetlicy dosyć długo. Jak kończyłam liceum i odwiedziłam dawną szkołę, to nadal wisiało :) Ciekawe czy nadal tam jest?

I tak moja robótkowa miłość nabierała rumieńców. Krzyżyki stawiałam ochoczo, ale jak widziałam druty i włóczkę to uciekałam gdzie pieprz rośnie :) Pamiętam jak na pewnych zajęciach ZPT (notabene fajne te zajęcia były:)) wychowawczyni kazała nam zrobić szaliki na drutach. Przyszłam do domu po pierwszej lekcji i za nic w świecie nie umiałam tego szlika zrobić. Mama zrobiła z 10 cm pokazując przy okazji jak się robi oczka prawe i lewe, a potem przyszła kolej na mnie.....Szalik z szerości ok. 30 cm nagle zrobił się strasznie wąski, a ja szłam w zaparte, że oczywiście caaaały sama zrobiłam a zwężenie było zamierzonym działaniem :) No ale oczywiste było, że ściślej oczka robiłam niż Mama i nie dało się ukryć tego faktu :D Druty jednak poszły w odstawkę, krzyżyki nadal królowały. Potem przez okres liceum i studiów robótki poszły w odstawkę. Pod koniec studiów miłość wybuchła na nowo i trwa nieprzerwanie do teraz.Szydełko,druty, frywolitki, haft krzyżykowy to techniki, które mnie interesują i nie mogę zdecydować się tylko na jedną. Wszystkie są mi bliskie i w każdej z nich chciałabym się dowiedzieć i nauczyć jak najwięcej.

Kiedy zaczęłam interesować się robótkami nagle okazało się, że wokół mnie sami "robótkowicze" :)

Kiedyś siedząc z Mamą przy porannej niedzielnej kawie stwierdziłam, że szydełko to dla mnie czarna magia. Mama przyniosła szydełko i kordonek i pokazała mi oczko łańcuszka, półsłupek i słupek.Zaintrygowana wróciłam do domu i przekopałam wszystkie swoje robótkowe książki i gazety i próbowałam, próbowałam. Naczyłam się odczytywać schematy i wielu różnych innych trików. No i teraz Mama się śmieje, że kiedy na emeryturze będzie miała czas, to muszę ją tego wszystkiego nauczyć :) Mam naturę poszukiwacza - kiedy coś mnie zainteresuje i zaintryguje to będę szukać do upadłego, do momentu, aż moja ciekawość zostanie zaspokojona :) Dzięki temu m.in. frywolitki nie mają przedemną tajemnic :))

Mam jeszcze jedną słabość: kolekcjonuję książki "robótkowe"....nie interesują mnie wersje elektroniczne...wersje papierowe to jest to co lubię- systematycznie kupuję, zbieram i powiększam swoją kolekcję na półce o ciekawe tytuły. Kiedy nie mam pomysłu co zrobić w następnej kolejności, wtedy uwielbiam usiąść z kawą, przejrzeć książki i zawsze natchnienie przyjdzie :) Moją dumą jest kolekcja książek dot. frywolitkowania. W przyszłości, kiedy warunki lokalowe na to będą pozwalać, koniecznie muszę zbiory wyeskponować na półkach :)

Moja Babcia od strony Mamy zawsze będzie kojarzyć mi się z robótkami. Robiła na drutach, szydełkowała, haftowała. Takich cudnych obrusów z haftem płaskim jakie robiła Babcia nigdy nie zapomnę. Kiedy pewnego razu przyjechałam do Babci (mieszkała 300 km od nas) pokazała mi te wszystkie cudeńka, a ja z zapałem siedziałam z papierem śniadaniowym i odrysowywałam wzory. Muliny, które od Babci dostałam do teraz leżą w pudełku i pozostaną pamiątką po Babci Heli. Babcia odeszła kiedy miałam 13 lat, nie zdążyła mnie nauczyć szydełkować, robić na drutach i wielu, wielu innych rzeczy. W "spadku" po Babci Heli dostałam jej wszystkie gazetki robótkowe i książki, które posiadała. Są perełkami w moim księgozbiorze.

Mój dziadek od strony Taty był krawcem. Wszyscy mówili na niego "ciężki krawiec", bo specjalizował się w płaszczach, garniturach i garsonkach. Szył na maszynie Singer, która teraz stoi w domu mojej Mamy. Niestety Dziadek nie zdążył nauczyć mnie szyć, miałam 14 lat kiedy zmarł. Czapkę uszatkę, którą mi uszył na zimowisko wspominam z łezką w oku :) Dziadek kiedy szył miał fajny zwyczaj, który stał się słynny w całej rodzince. Kiedy brakowało mu np. guzików do garnituru to w szafie znajdował jakiś swój garnitur i odpruwał gzuki przyszywając je do tego szytego na zamówienie. Kiedy przychodził czas ubrania garnituru np. na jakąś imprezę to zawsze w ostatniej chwili się okazywało, że Dziadek nie ma w czym iść, bo nie ma w żadnym guzików :) I wiecie co? Ostatnio złamał mi się guzik w spodniach, więc poszłam do szafy, znalazłam pierwszy, który pasował i nie wiele się zastanawiając odprułam go. Kiedy przyszywałam guzik w nowym miejscu nagle uświadomiłam sobie, że robię dokładnie jak Dziadek Władek...łezkę uroniłam i szyłam dalej.

Mam natomiast szczęście, bo Babcia od strony Taty nadal może mi udzielać wielu wskazówek. Kiedyś Babcia robiła na szydełku piękne firany i serwetki. Na drutach swetry i kapcie. To z Babcią Lucią zrobiłam pierwszy sweter i pamiętam jak tłumaczyła mi jak się wyrabia główkę w rękawach. Dzisiaj reumatyzm nie pozwala już Babci robić tych czynności, ale zawsze chętnie opowiada co robiła kiedyś. I jedną z takich rzeczy były serwety na drutach. Gdy byłam w podstawówce i zaczynałam się interesować wszelkimi nitkami Babcia Lucia pokazała mi swój magiczny zeszyt, w którym rozpisane były jej serwety na drutach. Pamiętam, że siedziałam zafascynowana, wpatrzona w te literki, a Babcia obiecała, że kiedyś nauczy mnie jak je robić.

Niedawno zapytałam Babcię czy zeszyt nadal posiada. Po przekopaniu szuflad okazało się, że jest i w ubiegłą sobotę zeszyt trafił w moje ręce. Przy kawce Babcia szczegółowo opowiedziała mi jak się robi takie serwety, wyjaśniła wszystkie symbole w swoim zeszycie, które ma spisane w formie swoistego alfabetu. Obiecałam Babci, że zrobię te serwety...wszystkie, które są w zeszycie......
A jak zaczęła się Wasza przygoda z robótkami?

środa, 11 stycznia 2012

Frywolitkowa zakładka, Vlad i długodystansowiec

Na początek frywolitkowa zakładka z własnoręcznie farbowanej nici (bazą była biała Aida 20). Supłałam ją w tempie przyspieszonym, bo ostatnio zauważyłam, że jako zakładek do książek używam wszystkiego (poczynając od różnorakich karteczek, a na chusteczkach higienicznych kończąc) tylko nie zakładek :) Moja ulubiona gdzieś zaginęła, więc czas było sprawić sobie nową. Wykonałam ją wg wzoru Magbod, który kupiłam w jej sklepiku jakieś dwa lata temu na początku mojej frywolitkowej miłości. Chuściana miłość trwa. Aktualnie Vlad siedzi na drutach :) Mój mały wampirek stał się początkiem małej wampirzej prowokacji, ale po szczegóły odsyłam Was do Intensywnie Kreatywnej :) Aktualnie mroczna jego odsłona w stanie nie wskazującym na jakiekolwiek jego uroki..ale on jeszcze pokaże swoje wampirze ząbki :) : A podczas porządków powyciągałam na światło dzienne wszystkie porozpoczynane robótki...nooooo....trochę się ich uzbierało :) Nabrały mocy urzędowej i czas je powykańczać. Na pierwszy ogień poszedł szydełkowy obrus. To ten tytułowy długodystansowiec :) Gdy go wyciągałam nie był w stanie "zaawansowanym", bo raptem miał zrobionych 10 okrążeń, a w chwili obecnej ma ok. 70 cm w przekątnej, a jestem dopiero na 52 okrążeniu ze 103. Póki co wygląda tak: Jednak Vlad ma pierwszeństwo, więc pora złapać za druty i go wreszcie skończyć :)