sobota, 27 lutego 2010

Serwetka "Gerbera" cz.1

Na warsztacie kolejna serwetka. Tym razem o wdzięcznej nazwie Gerbera, której wzór znalazłam na tym blogu. W chwili obecnej prezentuje się tak: Mało reprezentacyjnie wygląda w takim stanie, ale po skończeniu powinna być całkiem niezła. Na wystające nitki nie należy patrzeć, porządek z nimi robię zawsze na samym końcu pracy :) Kordonek to Eldorado w kolorze czerwień, bordo i rozbielona zieleń.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Frywolitka w stalowych kolorach

W zimnych, stalowych kolorach jest nowa, kwadratowa serwetka frywolitkowa: szarym i niebieskim. Wzór pochodzi z książki "Tatting patterns and designs" Gun Blomqvist i Elwy Persson. Tworek wygląda tak: Nie jestem z niej zadowolona. Pomyliłam się przy niej chyba z milion razy (bujanie w obłokach przy frywoleniu nie jest dobrym pomysłem, a co najwyżej owocuje cięciem kawałka robótki :)), więc wylądowała w ciemnym kącie i nabierała "mocy urzędowej", aby znowu wrócić do łask. Wróciła, ale efekt końcowy mnie nie zadowala, bo ona jest najwyczajniej w świecie krzywa - nawet blokowanie niewiele jej pomogło (ona krzywiła się już podczas pracy). Zachciało mi się robić ją w dwóch kolorach i okazuje się, że to tylko podkreśliło ten efekt. Spróbuję zblokować ją jeszcze raz, tym razem może z lepszym skutkiem. Mam podejrzenia co do winowajcy: to te środkowe elementy w każdym z małych kwadratów, składające się z samych kółek. Wg wzoru są to kółka, które nie są ze sobą w żadnym miejscu połączone, więc nawet zrobienie ich maksymalnie blisko siebie powoduje, że się wszystko wygina i krzywi. Niestety zorientowałam się za późno i nie miałam ochoty wszystkiego ciąć. Dlatego też robiłam dalej w nadziei, że blokowanie jej pomoże. Ale niestety i tu trzeba bylo uważać, bo środki rozłaziły się jeszcze bardziej. Wrrr...a tak mi się na zdjęciu podobała...No cóż - drugiej takiej z pewnością nie zrobię. Ale za to na oku mam już kolejną i mam nadzieję, że będzie bez takich krzywulcowych niespodzianek :)

piątek, 19 lutego 2010

Wyróżnienia

Jakiś czas temu otrzymałam piękne wyróżnienia od Bean, Małgorzaty, Nitkowej czarownicy i Marzycielki: Jeszcze raz ślicznie Wam dziękuję za te wyrożnienia. Bardzo się cieszę z każdych Waszych odwiedzin na moim blogu, a każdy pozostawiony komentarz jest dla mnie niezwykle cenny i miły.

Cały pakiecik przekazuję Magbod - w podziękowaniu za nieustające inspiracje i pomysły, za przepiękny komplet biżuterii frywolnej, za leprechuna i w nadziei na kolejną pyszną kawkę w Czarodzieju i spacer po krakowskim Rynku zakończony gorącą czekoladą:) Wielkie buziaki Magdo :*

sobota, 13 lutego 2010

Frywolitka w kolorach wiosny

W Irlandii śmiało można powiedzieć, że jest już wiosna...nawet już od jakiegoś czasu. W ciągu dnia, kiedy świeci słońce, można wyjść na spacer w wiosennej kurtce czy polarze bez konieczności pamiętania o szaliku czy czapce. No dobrze, nie będę dalej drażnić tych co nie mogą już na śnieg patrzeć i właśnie przymierzają się, żeby mnie czymś zdzielić przez łepetynkę;)) Ale na pocieszenie dla Was, tudzież na zachęcenie wiosny, aby i do pl w końcu powoli zawitała, zrobiłam małą frywolitkową serwetkę. Kordonek to Lizbeth nr 20 w kolorze Springtime (nr 115), a wzór pochodzi z książki "Frywolitki klasyczne wzory" Kristine Nikolajsen, Inge Lise Nikolajsen: Wprawdzie w książce serwetka ma nazwę "Śnieżynka", ale co tam - ważne, że w wesołych, wiosennych kolorach, prawda? Taka trochę na przekór zimowej nazwie :)) Może i jedna serwetka wiosnę uczyni? :)

wtorek, 9 lutego 2010

Frywolitkowa niespodzianka

Dzisiaj dostałam śliczną przesyłkę od Magbod - komplet, który składa się z naszyjnika i kolczyków. Są poprostu cudne, prześliczne i zachwycające. Ślicznie Magdo dziękuję i ślę moc buziaków. A oto komplecik:

poniedziałek, 8 lutego 2010

Sześciokątny obrus cz. 3 - finał

Jeden maraton serialowy dalej i obrus skończony :) Może raczej powinnam go przemianować na serwetę, bo ma tylko 85 cm (mierząc po przekątnej od rogu do rogu). Z drugiej strony są różne stoły, więc na jakiś małym może śmiało robić jako obrus :) Zblokowany, więc ma proste boki, ale ze mnie niestety kiepski fotograf i na zdjęciu, nie wiedzieć czemu, boki wyszły jakieś krzywe. Ale słowo daję - proste są :) Obrus robiło się bardzo przyjemnie i jedno już wiem na pewno - pokochałam technikę siatkową i nie jest to jeszcze moje ostatnie słowo w tym temacie :)
A teraz czas wziąć do rąk czółenka :)

sobota, 6 lutego 2010

Sześciokątny obrus cz. 2

Poniżej przedstawiam Wam wynik maratonu serialowego, który urządziłam sobie wczoraj z robótką w łapkach :) Obrusu przybyło i prezentuje się tak: Po przekątnej od rogu do rogu ma już 0,5 m. Do celu jeszcze mu trochę brakuje, ale myślę, że jeszcze jeden, dwa takie maratony i obrus będzie gotowy :))

piątek, 5 lutego 2010

Sześciokątny obrus cz. 1

Tym razem szydełko poszło w ruch i ma swoje pięć minut. Zaczęłam kolejny obrus - może nie jest to taki gigant jak poprzedni, ale za to trochę inny kształtem, bo sześciokątny :) Wzór pochodzi z Szydełkowanie Robótki siatkowe nr 4/2009 i robię go kordonkiem Maxi -wykańczam zapasy brudnego różu, które powstały po poprzednim obrusie. Oto początek: Gdzieś po drodze powstaje kolejna frywolitkowa serwetka, ale w przy dwóch rzędach pomyliłam się tyle razy, że chwilowo straciłam do niej serce. Leży w kącie i nabiera "mocy urzędowej", abym zabrała się za ostatni rząd.
Jakiś czas temu dostałam piękne wyróżnienia, ale o nich w osobnym poście :)