niedziela, 31 stycznia 2010

Serwetka online wg Renulka - finał

Skończyłam Renulkową serwetkę :)) Ma 34 cm w średnicy i jest zrobiona z Maxi w kolorze miodowy melanż. Muszę przyznać, że była ona dla mnie doskonałym frywolitkowym treningiem i na tej serwetce tak naprawdę nauczyłam się robić proste supełki i odpowiednio mocno je zaciągać (co zresztą widać doskonale po środkowej gwiazdce). Uznałam jednak, że nie będę przerabiać środka - niech serwetka zostanie taka dla potomności jak supłałam na początku swej frywolitkowej drogi:) A oto i ona: Kiedy zabierałam się za ostatnie okrążenie, to byłam już za pan brat z Aidą...i muszę przyznać, że przesiadka na powrót na Maxi to jak zamiana lepszego na gorszy samochód :) Ale jestem zadowolona z efektu końcowego i pewnie kiedyś jeszcze jakaś frywolitkowa serwetka z Maxi powstanie.

piątek, 29 stycznia 2010

Serwetka "Chrysanthemum"

Wzór tej serwetki pochodzi z książki "Tatting patterns and designs" autorstwa Gun Blomqvist i Elwy Persson. W ruch poszedł kolejny kordonek Lizbeth nr 20, tym razem w kolorze Grape Pizzaz (nr 123). Muszę przyznać, że w motku podoba mi się bardziej niż w gotowym wyrobie (gdzie, moim skromnym zdaniem, wygląda jednak trochę pstrokato). Co jednak nie ujmuje mu uroku, bo zestaw kolorów jest ciekawy i orginalny. Zresztą oceńcie sami :) I zbliżenie:

niedziela, 24 stycznia 2010

Frywolitkowa bransoletka w czerni

W ramach zabaw nad nowymi wzorami powstała bransoletka wg pomysłu własnego. Jej bardzo prosta w swojej formie, ale właśnie taka miała być. Stanie się też zapewne bazą dla innych wzorów, które zrodziły się w mojej głowie i czekają na wysupłanie, a narazie trafiły do magicznego notatnika z nowymi pomysłami :) Oto bransoletka wysupłana z czarnej Aidy 20 i grafitowych koralików: I na ręce: Nie powiem, żeby powstawanie tej bransoletki było procesem szybkim:) Ile ja narobiłam tych przeklętych, małych kwadratów...wrrr...albo się zwijało, albo wywijało, albo po drodze się koncepcja zmieniła, a to koraliki w tym miejscu nie pasują, a jak w innym pasują to się znowu gdzie indziej wywija...i tak w kółko ;) W końcu powstała najprostsza możliwa kombinacja :) Bardziej wymyślne trafiły do notatnika i czekają na swoją kolejkę. Ech...wymyślanie wzorków, nawet tych banalnie prostych na pierwszy rzut oka, to jeszcze nie jest dla mnie proste zajęcie :) Mam nadzieję, że z czasem i doświadczeniem będzie mi już tylko prościej i szybciej to szło :D

czwartek, 21 stycznia 2010

Czerwone płomienie

Z taką nazwą kojarzy mi się poniższy wisior. Kordonek to Lizbeth nr 20 w kolorze Red Burst (nr 147), zawieszka jest drewniana, a projekt to własna, radosna twórczość. Już mi po głowie chodzą inne kombinacje, ale najpierw premiera tej wersji: I zbliżenie: Lepszych zdjęć niestety nie udało mi się zrobić, bo tu od rana leje...wrrrr...czas na kolejną kawę :) Melduję uprzejmie, że czółenka nie wymagały kleju, a nawet pod wieczór nie chciały z rąk złazić, co mnie osobiście bardzo cieszy :D

środa, 20 stycznia 2010

Klapa

Zaliczyłam klapę i porażkę :( Już widzę jak Magbod leci na mnie z jakimś kijem w celach złojenia mi skóry za niedotrzymaną obietnicę (złożoną w komentarzu pod poprzednim postem)....ale...ale ja się mogę wytłumaczyć:D Generalnie przez weekend to grzecznie kończyłam serwetkę Renulka przeplataną supłaniem kwadratowych motywów. Policzyłam ile ich potrzebuję...no i wyszło tak kole 60 sztuk. Nawet nie doszłam jeszcze do 1/3. Serwetce do końca też już nie brakuje dużo :) W poniedziałek wsiąkłam w książkę (ech te kryminały). Wczoraj miałam szczere chęci do pracy, ale co wzięłam do ręki czółenko, to robiłam takie byki, że po 4 próbie spasowałam i znowu zatopiłam się w książce; przynajmniej jej nie muszę pruć ;) Dzisiaj melduję gotowość do pracy i już łapię za czółenka, aby jutro móc coś w końcu pokazać :)) A może jeszcze dzisiaj wieczorem?

ps. a jak mi znowu będą z rąk lecieć, to je klejem na stałe przylepię; ot co zrobię ;)

sobota, 16 stycznia 2010

Serwetka Beatrice

U mnie oczywiście kilka robótek w jednym czasie musi być rozgrzebanych:)) Tym sposobem w przerwie pomiędzy kolejnymi kwadratowymi motywami powstała Beatrice - taką nazwę ma serwetka wg wzoru z książki "Tatted doilies" Iris Niebach. Zrobiłam ją kordonkiem Lizbeth w kolorze nr 122, który wg wzornika ma wdzięczną nazwę Carribean. W średnicy ma 16 cm. Jeśli zaś chodzi o sam wzór to mam jak narazie mieszane uczucia. Podczas pracy serwetka paskudnie się zwijała. Nie wiem w sumie co było tego powodem. Czy ja może za mocno ściągam słupki? Patrząc po zdjęciu serwetki w książce to nie jest ona okazem równego i mocnego ściągania supełków, ale żeby były aż takie różnice powodujące zwijanie? Czy bardziej doświadczone koleżanki mogą mi coś podpowiedzieć? To jest pierwsza rzecz, która przeszła blokowanie na mokro po wykonaniu, aby nabrała odpowiednich kształtów. Jedno jest pewne: pomiędzy innymi robótkami powstaną kolejne sztuki, tak aby wszystkie razem stworzyły ładny komplet na stół.
A oto i sama Beatrice: ps. w rzeczywistości kolory są bardziej intensywne, ale niestety dzisiejsza pogoda nie daje możliwości ich lepszego uchwycenia :(

Aktualizacja: a jednak udało się lepsze zdjęcie zrobić:

piątek, 15 stycznia 2010

Frywolitkowy motyw

Jakiś czas temu wymyśliłam pewien frywolitkowy projekt. Do jego wykonania potrzebny mi był kwadratowy motyw, abym mogła go łączyć w większe elementy. Szukałam, szukałam ....i na tej stronie Magbod znalazłam :)) Supłam z Aidy w kolorze melanżowym nr 1145: A w zbliżeniu: W moim zamyśle motyw będzie się składał na większą całość, jednak nie będzie to serweta. Potrzymam Was trochę w niepewności i nie zdradzę co autor ma na myśli:)) Rozwiązanie wkrótce :)))

wtorek, 12 stycznia 2010

Powrót na wyspę

Doleciałam :) Wczorajszy wylot do Dublina odbył się bez większych problemów i moja noga stanęła na zielonej wyspie. Nie powiem, żeby pogoda była tutaj przyjaźnie nastawiona do świata: wieje, leje i zimno, no ale to w końcu uroki tego kraju :))
Dziękuję Wam za wszystkie przemiłe komentarze dotyczące obrusu-teraz wiem, że warto go było zrobić :))
Czas w końcu wrócić do czółenek, bo łapki mnie swędzą przeokrutnie. Po powrocie czekało na mnie zamówienie z pewnej pasmanterii, więc jak wpadłam do domu to pierwsze co, to oglądałam nowe zdobycze ;) A przyszły nowe kordonki w obłędnych, melanżowych kolorach. Nitka to Lizbeth 20 i prezentuje się tak: Kordonek ten spotkałam na wielu blogach dziewczyn frywolitkujących za wielką wodą i zakochałam się w jego kolorach od pierwszego wejrzenia. Niestety w pl żadna melanżowa nitka, z którą się spotkałam nie ma takich zestawień kolorystycznych jak Lizbeth. Długo szukałam go w europie i już prawie się poddałam, gdy znalazłam go w pewnej pasmanterii w UK. Wg opisu na metce to 100 % bawełny egipskiej i nitka rozdziela się na 6 pasemek. W dotyku i pracy bardzo podobna do Aidy. Oczywiście nie wytrzymałam i już wczoraj nawinęłam ją na czółenko. Rezultaty już niebawem :)) Kordonek pakowany jest fabrycznie każdy z osobna, co mnie osobiście się bardzo podoba, bo i mniejsze prawdopodobieństwo brudzenia sie takiej nitki. Jestem pewna, że nie oprę się pokusie i wkrótcę zamówię inne kolory. Jedyna ich wada: jest ich mało, bo tylko 25 g w kłębku. W owej pasmanterii były także czółenka, które określane były mianem "duże". Myślę sobie, no to fajowo, więcej nitki sie na nich zmieści. Okazało się, że to nie "duże", tylko raczej olbrzymie. Zresztą cyknęłam fotkę, gdzie dla porównania leży "bursztynowe" czółenko: Robi się nim nawet całkiem nieźle i wygodnie, trzeba się tylko przyzwyczaić do jego większych gabarytów. A ile nitki na niego wchodzi :D
Całośc zamykają dwie książki: "Tatting with visual patterns" Mary Konior i "Tatted doiloes" Iris Niebach.
Ech...gwiazdka w styczniu to coś fantastycznego :D Lecę pobawić się nowymi zabawkami :D

niedziela, 10 stycznia 2010

Obrus - finał

Uff....różowy obrus nareszcie skończony. W średnicy ma 165 cm, a więc całkiem pokaźny wyszedł. Oto i on: Kolor, pomimo moich obaw i obiekcji po obejrzeniu go w motku, prezentuje się bardzo ładnie. I chyba sama przed sobą muszę przyznać, że kiedyś w takim kolorze i u mnie coś na stole zagości :))) Z wieści nierobótkowych: siedzę nadal w pl, bo mój wczorajszy lot został odwołany. Parę centymetrów śniegu i sparaliżowało Irlandię :)) Kolejne podejście do wylotu jutro, ciekawe czy tym razem będzie udane;)
ps. Dziękuję Wam ślicznie za wszystkie życzenia świąteczno-noworoczne :)