poniedziałek, 8 lutego 2010

Sześciokątny obrus cz. 3 - finał

Jeden maraton serialowy dalej i obrus skończony :) Może raczej powinnam go przemianować na serwetę, bo ma tylko 85 cm (mierząc po przekątnej od rogu do rogu). Z drugiej strony są różne stoły, więc na jakiś małym może śmiało robić jako obrus :) Zblokowany, więc ma proste boki, ale ze mnie niestety kiepski fotograf i na zdjęciu, nie wiedzieć czemu, boki wyszły jakieś krzywe. Ale słowo daję - proste są :) Obrus robiło się bardzo przyjemnie i jedno już wiem na pewno - pokochałam technikę siatkową i nie jest to jeszcze moje ostatnie słowo w tym temacie :)
A teraz czas wziąć do rąk czółenka :)

10 komentarzy:

  1. Questo centro è bellissimo. Complimenti.

    OdpowiedzUsuń
  2. wpedzasz nasz w frustracje pieknem wyrobow i tempem ich wykonania!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny obrus:) A tempo wykonania zawrotne!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwał, tak zwał. Powiem tak - szybka rybka jesteś ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ślicznie Wam dziękuję Dziewczyny :)
    A tempo....tempo dyktował serial kryminalny przy którym obrus robiłam - odcinek za odcinkiem i nawet się nie obejrzałam jak ostatni rząd był gotowy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. kryminalek, mniam. co to za jeden?

    OdpowiedzUsuń
  7. pat, tera to juz rozumiem :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie robiłam nigdy sześciokątnej serwety, a Twoja jest cudna!!! no, i muszę spróbować dziergania przy serii ulubionych filmów :)) zrobiłaś ją błyskawicznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Bean - dziękuję ))
    A jeśli chodzi o szydełkowanie przy ulubionych filmach i serialach to sprawdza się to fantastycznie :))

    OdpowiedzUsuń