sobota, 31 października 2009

Wielka improwizacja

Tylko tak można nazwać to co zrobiłam wczoraj :) Zaczęło się calkiem niewinnie: wpadł mi w oko pewien wzór z Burdy nr 478, pomyślałam: "fajna bransoletka z tego będzie" (ech...znowu bransoletka;) ). Nawinęłam nici, supłam.....no i strzeliłam takiego byka, że ręce mi opadły. Pogoda wredna, to zwaliłam błąd na nią i myślę sobie, że może i da się z tego teraz zrobić zakładkę do książki. Supłam dalej....no i kolejny błąd wykluczył zakładeczkę do książki, bo się jakoś nieporadnie to to zaczęło zwijać :) Pod koniec stwierdziłam, że idę na żywioł, pruć nie będę, odcinać tym bardziej, więc supłam cokolwiek...zobaczymy co z tego wyjdzie. No i wyszło takie coś co pokazuję na zdjęciach poniżej. Nie wiem jako co może to robić, tymczasowo będzie to podkładka pod kubek (bok ma 10 cm, więc pod kubek idealnie): Małe zbliżenie:

czwartek, 29 października 2009

Brązowa próba

Wzór z poprzedniego wpisu rozłożyłam na części pierwsze i złożyłam na nowo, tym razem w innej kolejności i z dodaniem brązowych koralików. Nie jestem do końca zadowolona z efektu. Na płasko bransoletka ni jak nie chciała się ładnie ułożyć (chyba przez te koraliki): Na ręce wygląda trochę lepiej: Kolejna bransoletka wg powyższej koncepcji na pewno będzie miała poprawki :) Już naniosłam je na papier, kiedyś wyplączę lepszą wersję :)
A tą wersję potraktuję z lekka krochmalem, jak jej nie pomoże to zostaną z niej drzazgi :D

środa, 28 października 2009

W granacie

W takim właśnie kolorze jest kolejna frywolitkowa bransoletka. Wzór pochodzi z niemieckiego wydania Burdy nr 478. Strasznie byłam ciekawa jak wygląda wzorek, więc zaczęłam robić małą próbkę, z ktorej wyszła taka oto skromna,bezkoralikowa bransoletka: I mała prezentacja na ręce: Do szczęścia brakuje jej tylko zapięcia :)

Magbod - dziękuję za wszystkie frywolitkowe rady, są dla mnie bezcenne :)

wtorek, 27 października 2009

Gazetkowo

Dzisiaj z frontu gazetkowego i nowe nabytki. W pierwszej kolejności: a w nim takie oto wzorki: Z ciekawości kupiłam także gazetkę z gatunku drutowych: Rozkładówka: I zachorowałam na ten szal: Przez zimę muszę koniecznie się takie szale nauczyć dziergać :) Zakochałam się też w tym misiu: W sumie wzorków jako takich w niej za wiele nie ma (a przynajmniej nie tyle i le w rodzimych pismach). Jak na moje oko to jest to bardziej magazyn o wszystkim co z włóczką związane. Ale ten szal i tak jest boski :)

niedziela, 25 października 2009

Frywolitkowa bransoletka

Wysupłałam coś, to można roboczo nazwać bransoletką i nawet udało mi się w nią wpleść koraliki:) Wzór znaleziony w sieci, lekko zmodyfikowany. Tak to wyglądało w trakcie pracy: A ukończona prezentuje się tak (źle się ułożyła do zdjęcia i z prawej wygląda jakby była szersza, ale w rzeczywistości to ona nawet prosta jest ;) ): Małe zbliżenie: I na ręce: Efekt końcowy uważam za zadowalający :) Mimo, iż aż trzy razy strzeliłam takie byki, że aż się płakać chciało i to na dodatek na samym końcu. Ale dzięki temu już wiem jak odcinać błędny kawałek robótki, a przy okazji ćwiczyłam chowanie nitek. Chyba muszę ją jeszcze wykrochmalić, żeby trzymała formę i trochę te nierówności wyprostować. Na zapięcie poczeka do grudnia.

ps. no masz, TŻ nawet tutaj mnie znalazł, i miej tu informatyka w domu :)

piątek, 23 października 2009

Koralikowe próby

Jest cuś takiego jak uzależnienie od nitek? Jak nie ma to ja ogłaszam wszem i wobec, że od dawna to posiadam i bardzo mi z tym dobrze :) Supłam dzielnie dalej, tym razem eksperymentowałam z koralikami i podpierałam się tym wzorkiem. Wyszło tak: Zdjęcie kiepskiej jakości, bo robione wieczorem przy sztucznym świetle. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że wolę metodę wrabiania koralików podczas pracy, niż nawlekania ich wcześniej na czółenko (po zastosowaniu tej metody twór jaki wyszedł bezlitośnie pocięłam na części pierwsze). Teraz tylko ćwiczyć, aż nitki będą fruwać :) Niestety nie udało mi się dzisiaj nic więcej zrobić. Powód? Chowanie nitek szło mi jak po grudzie, połamałam dwie igły...tak się zeźliłam, że zaczęłam przeszukiwać Forum u Maranty w poszukiwaniu innych metod chowania nitek. Znalazłam to co szukałam, a przy okazji zapomniałam o całym świecie czytając kolejne tematy frywolitkowe, przeglądając piękne prace i odnajdując schematy i inspiracje na kilka kolejnych lat. Normalnie nie mam pojęcia kiedy z godziny 13 zrobiła się 21 :)
Szkoda tylko, że nie mam przy sobie (pozostał niestety w PL) zestawu koralików, bigli i narzędzi do robienia biżuteri. Przydał by się do frywolitkowych wisiorków i kolczyków, bo pomysłów po głowie ze sto mi łazi. Mus mi poczekać do grudnia, a to w sumie już niedługo, kiedy przyjadę i nie omieszkam tych wszystkich powyżej opisanych rzeczy zapakować od razu do walizki. A na razie muszę wykorzystać skromny zapasik, który mam przy sobie i koniecznie pozwiedzać sklep internetowy z koralikami i powybierać co nieco zapasu :)

ta Magda, Magbod - bardzo się cieszę, że Wam się moje 'tworki' podobają i wiele te pochwały dla mnie znaczą, rosnę po nich jak na drożdżach:)
Niedociągnięć może nie widać, bo kiepskie zdjęcia robię? ;) Ale daję Wam słowo, że "na żywo" szybko można je zobaczyć, a moje chowanie nitek to narazie tragedia. Po takim moim nieudolnym zabiegu ich chowania, wytworek, który przed chowaniem jako tako wyglądał, to po już jest z nim gorzej :) No i te pikotki jeszcze nie wszystkie równe. I te niedociągnięte nitki pomiędzy łuczkami i kołeczkami...no cóż...nie od razu Rzym zbudowali:) Ale ja bym tak bardzo chciała robić takie piękne cuda, które dzisiaj oglądałam :) Tak od razu, tak już:) Zmykam dalej supłać, normalnie nałóg ....ech....jakie szczęście, że odwyków robótkowych nie ma (a przynajmniej mój TŻ ich jeszcze nie znalazł) :D

czwartek, 22 października 2009

Melanżowa zakładka

Frywolitkowa miłość kwitnie i nabiera rozpędu :) Wysupłałam zakładkę wg wzoru zakupionego w sklepie Pani Magdy czyli tutaj. Użyłam nici Maxi w kolorze melanżu brązowo-miodowo-żółtego. Całość wygląda tak: Moje krytyczne oczy widzą jeszcze niedociągnięcia, ale wytrwale ćwiczę, ćwiczę...i ćwiczę na potęgę :) A jako, że kocham czytać książki, to i zakładki w ilościach hurtowych (tak, tak, hurtowych, bo już kombinuję z następną) będą w sam raz :D No i w ruch pojdą jakieś elementy z koralikami, może jakiś prosty wisiorek uda mi się zrobić? :)

środa, 21 października 2009

Początek frywolitkowej miłości

Jakiś czas temu zapałałam miłością do frywolitek. Urzekły mnie swoim pięknem, zwłaszcza wisiory z wplatanymi koralikami. Jak dla mnie-cudowne, bo uwielbiam wszystkie naszyjniki, wisiory, korale itp. Zakupiłam więc książkę "Frywolitki Klasyczne wzory" autorstwa Kristine Nikolajsen, Inge Nikolajsen i nauczyłam się podstaw. No i niestety wtedy na tym się skończyło. Nigdy nie zrobiłam nic więcej poza próbkami kółek i łuczków, a czółenka na pewien czas poszły w odstawkę. Do wczoraj. Na całe szczęście wrzuciłam do kosmetyczki z robótkowymi niezbędnikami czółenka, a wczoraj szukając igieł wpadły mi one w łapki i na nowo ujrzały światło dzienne:) Na początek, w ramach sprawdzenia czy pamietam jeszcze z czym to się je, zrobiłam takie oto cuś: Stwierdziłam, że nawet to nie najgorzej wygląda i zaczęłam grzebać po necie w poszukiwaniu wzorów. Trafiłam w Cafeart.pl na ten wzór ozdoby na świeczkę i postanowiłam wykorzystać go jako wzór na zakładkę do książki: Wykonana z kordonka Eldorado w kolorze czerwieni i bordo. Nie jest to jeszcze może za piękne, ale i tak, jako że to mój pierwszy twór frywolitkowy, jestem dumna z tej zakładki :) No i coś czuję, że po raz kolejny wpadłam po uszy :) Już szukam, już kombinuję co można by tu zrobić. W mojej robótkowej kosmetyczce znalazły się i koraliki, więc poeksperymentuję też i z nimi we frywolitkach. A teraz zmykam supłać kolejną zakładkę :D

wtorek, 20 października 2009

Obrus cz.3

Obrus ma już 56 cm....no coż...opętało mnie i dłubię jak szalona:) Teraz każde okrążenie nie idzie już tak szybko jak na początku, bo długaśne strasznie :) Ale mozolnie do przodu wzór się powolutku wyłania: Barbaratoja, ta Magda - dziekuję Wam za przemiłe komentarze, mobilizują mnie do dalszej pracy:)

niedziela, 18 października 2009

Obrus cz.2

Dłubię, dłubię, dłubię i różowego oczopląsu niedługo dostanę :) Obrus ma już 36 cm i prezentuje się tak:

piątek, 16 października 2009

Obrus cz.1

Zaczęłam kolejną robótkę. Tym razem jest to obrus na zamówienie, w kolorze brudnego różu...klientka wybrała kolor, a ja wzór :) Obrus będzie ogromniasty, bo aż 1,6 m w średnicy. Robię go wg wzoru z gazetki Szydełkowanie Robótki siatkowe nr 4/2009 z kordonka Maxi i muszę trochę na wzor ponarzekać, ponieważ...zawiera błędy. Na początek zauważyłam jeden, 3 prucia i jakoś doszłam do ładu, ale jak znalazłam kolejny błąd, to już przestało mnie to bawić. A jak znajdę kolejny to wkurzę się nie na żarty. Oto i rzeczona robótka, która ma narazie 19 cm średnicy:

poniedziałek, 12 października 2009

Bąble

Wsiąkłam w kaszkiety :) Powstał kolejny, tym razem z wlóczki Pearl Color - melanż brązu, szarego i białego. Wzór to inwencja twórcza po obejrzeniu kilkudziesięciu zdjęć znalezionych w internecie: Do kompletu powstała chusta. Wzór znaleziony w necie, zmodyfikowany na potrzeby bąblowe, tak aby pasowała (przynajmniej chociaż odrobinę) do kaszkietu. Chusta tak naprawdę będzie robić jako ciepły szalik na szyję, a nie do opatulania pleców :) Czeka ją chyba jeszcze małe naciąganie po praniu. Poniżej zdjęcia "ciepłej chusty" wprost spod szydła (nawet niepochowanych nitek można się doszukać ;) ) I małe zbliżenie: Wymiary chusty to: 140 cm (góra), 100 cm (boki). Odpowiednio pozwijana na szyi daje ciekawy efekt :) Może nie jest za imponująca, ale i tak jestem z niej dumna, jako że to pierwszy tego rodzaju twór, ktory wyszedł spod moich łapek :)

czwartek, 8 października 2009

Kaszkiet i beret

Uwielbiam kaszkiety, bo to jedyne nakrycia głowy w których nie straszę otoczenia swoim wyglądem :) W czapkach...uuu...no to co innego, jakoś wyjątkowo niekorzystnie w nich wyglądam ;) Dlatego też, z racji kaszkietowej miłości, kolekcję mam ich całkiem pokaźną: zarówno tych materiałowych, jak i samodzielnie wykonanych szydełkiem, bądź na drutach. Nieustannie poszukuję coraz to nowych wzorów i fasonów. Poniżej zdjęcia nowych tworów. Robione wg wzoru na kaszkiet J.Lo. znalezionego na Forum u Maranty, a dokładnie tutaj.
Włóczka to Pearl w kolorze niebieskim. Jeśli chodzi o wybór włóczki to ujmę to w ten sposób: strasznie ciekawa byłam samego wyglądu i wzoru, dlatego robiłam "prototyp", więc i włóczka nie za specjalnie rewelacyjna. Nie wiem tylko dlaczego moja wersja tego kaszkietu różni się od tych pokazywanych przez dziewczyny na forum :) Może to wina doboru włóczki? Na kaszkiet poszło niecałe 10 dag. Z pozostałych resztek powstał mały berecik (prezentowany na kordonku, aby widać było jako tako skalę rozmiaru): Teraz tylko muszę znaleźć małe dziecko, które obdaruję tą beretką :) Wracając do tematu włóczek, to w ogóle wygląda to u mnie kiepsko. Wprawdzie z ostatniego pobytu w Polsce przywiozłam co nieco włóczek i kordonków, ale nie powiem żeby to było wystarczające :) No bo ile można upchnąć w 20 kg bagażu (cały bagaż to były prawie nitki...ups :D - kg nie wyrobiłam, bo więcej gabarytowo nie chciało wejść do walizki, pomimo moich usilnych starań oraz prób i gróźb pod adresem walizki). A wiadomo - jak przyjdzie do realizacji pomysłu jakiegoś włóczkowego projektu to akurat brakuje pasującej nitki. Wprawdzie znalazłam w Dublinie pasmanterię, ale ceny, w porównaniu do tych w Polsce, są nieciekawe :( Fakt, wybór ogromny, no i włóczki takie, których u nas nie można zdobyć. Ale 5 dag za 10 euro to już przegięcie :)Nie pozostaje mi chyba zatem nic innego, jak wyrobić kilometry nitek, które zalegają mi w pudłach koło sofy :) A mnie jak na złość chodzą po głowie projekty, co do których nie mam nawet wystarczającej ilości konkretnej włóczki (gdzie ja miałam głowę kiedy te włóczki do walizki pakowałam ?!?). No cóż...do grudnia jakoś przeżyję, a potem muszę uskutecznić jakiś najazd na moją ulubioną pasmanterię w Krakowie ;)

poniedziałek, 5 października 2009

Szale

Na wielu blogach panuje SZALeństwo. Mówię tu oczywiście o tych wszystkich pięknych ażurowych szalach i chustach, które podziwiam na blogach. Szczególnie do gustu przypadł mi Aeolian, którego wzór jest na Ravelry. Jest tylko jeden mały szkopuł.....jestem za mały żuczek na dzierganie takich ażurów i się jeszcze nie odważyłam na zaawansowane wzory :( Ale ten szal mnie wyjątkowo silnie motywuje do tego, aby się w końcu nauczyć i móc dziergać takie cudeńka. Naukę rozpoczęłam od mało skomplikowanego szalika: No i fotograf też ze mnie kiepski, bo wyjątkowo ten szalik, a szczególnie wzór na nim, nie chciał się uwiecznić :)

Włóczka to czerwony Tiftik, a wzór pochodzi z książki "Szale, poncha, peleryny" Edie Eckman. Trochę mi zapewne z nim zejdzie, bo długi ma być na ponad 2,5 m, a potem się zgrabnie zmarszczy przy mojej małej pomocy :)

piątek, 2 października 2009

W kolorach jesieni

Na jesienne i zimowe chłody powstał komplet: szalik i kaszkiet. Oba wytwory wykonane szydełkiem z włóczki Capri - melanż kilku odcieni brązu. Szalik powstał na bazie inspiracji i wzoru zaczerpniętego stąd, a kaszkiet wg wzoru z Małej Diany Extra nr 2/2007. Szalik jest bardzo długi, dzięki czemu może prezentować się w dwóch wersjach: "skręconej" (i tą też preferuję): jak i w wersji długaśnej (takiej do okręcenia parę razy wokół szyi): Małe zbliżenie na fragment rozłożonego na płasko szalika: Gdy zaczęłam szalik, pomyślałam, że chyba oszalałam. Przecież tylko szaleniec robi szalik na bazie łańcuszka z takiej włóczki jak boucle ...toż tam nie widać żadnych oczek :) Jak już w tym szaleństwie odnalazłam metodę, to poszło całkiem sprawnie :D Ale żeby tego było mało (szaleństwa znaczy się:) ), wydumałam, iż kaszkiet jest do tego niezbędny: A tu w wersji "na manekinie" :) Takim oto sposobem chłody mi nie straszne :)