czwartek, 3 grudnia 2009

Obrus cz.5

Myślę, że to już przedostatnia odsłona brudno-różowego obrusu, bo i przedostatni motyw wylądował na swoim miejscu. Całość liczy sobie już dokladnie 1 metr w średnicy i prezentuje się tak: Nawet słońce dzisiaj dopisało, to i kolor na zdjęciu nie tak bardzo przekłamany :) Nieśmiało zaczynam myśleć o napinaniu tego obrusu po praniu i chyba zaczyna mi się robić słabo od ilości szpilek na jego obwodzie :D

6 komentarzy:

  1. lomaatku kochana, ty chyba nie spiesz po nocach albo robisz przez sen!
    ja sie zastanawiam na czym bedziesz ten obrus napinac?
    a swoja droga to jak naciagaly firanki nasze prababki? wczoraj widzialam w jednej z kamienc w oknie wiszace firanki szydelkowe, na oko jakies 3 m dlugosci a szerokosc conajmniej 2,5. wzor byls sliczny. stalam i sie gapilam, az wreszcie sie opamietalam, bo ktos moze sobie nie zyczyc zeby jakis obcy babsztyl stal mu pod oknem i wgapial sie maslanym wzrokiem w firanki.
    i teraz stoja mi w oczach, spac nie daja, takie byly cudne.

    OdpowiedzUsuń
  2. oj mnie też marzą się takie firaneczki w oknach...oczami widzę wymarzoną kuchnię, a niej śliczne szydełkowe firanki w technice filetowej..ech się rozmarzyłam :))
    Moja babcia miała takie firanki (i je wyrzuciła ku mojemu dzisiejszemu przerażeniu) i opowiadała, że po praniu zanosiło się je do pewnej pani, która dysponowała ogromnymi ramami drewnianymi z ponabijanymi gwózdkami i na niej napinało się wykrochmaloną firanę do wyschnięcia.
    Ja obrus napnę na dywanie i prześcieradle, a klientkę muszę poinstruować jak to zrobić, aby i po kolejnych praniach tak ją suszyła. Dla osobistego użytku dla siebie na przyszłość myślałam o zakupieniu takiego cuda http://www.knitpicks.com/accessories/Blocking_Mats__D80597.html głównie ze względu na możliwość łatwego przechowywania i składania większych formatów. Ale myślę też, że zakupienie mat korkowych i jakieś sprytne ich połączenie byłyby pomysłowym zamiennikiem, który tez rozważam :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. jestes kopalnia informacji. te ramy musialy byc ogromne, i oprocz nich musialo sie jeszcze dysponowac miejscem na ich przechowywanie i suszenie rozpietych firan.
    przed swietami ro chyba byly zapisy na te ramy :)))

    u mnie suszenie na podlodze odpada z powodu futrzastych :))) chociaz ich pazurki do napinania bylyby jak znalazl :))))

    ogladnelam urzadzenie, sprytne, bardzo sprytne. a jesli chodzi o korek to chyba trzeba by go nakleic na plyte mdf, bo ona ma duze rozmiary ale to by bylo na stale i nie dalo sie skladac. no to chyba zostaje wyciecie zabkow na bokach korka i spinanie tego tak jak puzle albo starym sposobem budowlancow w drewnie, na jaskolke. ale wtedy, chyba tez musialby lezec na podlodze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadza się, zapisy były, a przed świętami podobno się tam tłoczno robiło jak w ulu :)) Jeśli chodzi o przestrzeń, to była ona potrzebna w tylko do rozpinania, bo potem już rama lądowała oparta o ścianę w pokoju, bądź układane były jedne na drugich w kolejnym pomieszczeniu. Ale działo się to wszystko w przedwojennej kamienicy, gdzie po pokojach można się było gonić :)))

    U mnie w napinaniu i suszeniu też futrzak będzie brał zapewne czynny udział, ale skończy się chyba na ograniczeniu kotce przestrzeni życiowej i zamknięciu pokoju, co jej się wybitnie nie spodoba :))

    A jeśli chodzi o maty korkowe i ich ewentualnemu składaniu, to w sumie można byłoby na brzegach porobić niewielkie otwory i jakoś je łączyć np. jakimś drutem czy cuś. Ale i tak mi się te maty z knit picksa marzą :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. kotecek??? zdjecie poprosze. kocham kotecki, zwlaszcza jak pomagaja w pracy :)))
    wogole nie rozumiem ludzi, ktorzy sie bez takiej pomocy obywaja.

    przedwojenne kamienice maja pokoje wielkosci w których kilka razy zmiesciloby sie moje cale mieszkanie w calosci :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. przepiękny efekt - podziwiam cierpliwość przy dzierganiu tak wielkiego obrusu

    OdpowiedzUsuń