czwartek, 8 października 2009

Kaszkiet i beret

Uwielbiam kaszkiety, bo to jedyne nakrycia głowy w których nie straszę otoczenia swoim wyglądem :) W czapkach...uuu...no to co innego, jakoś wyjątkowo niekorzystnie w nich wyglądam ;) Dlatego też, z racji kaszkietowej miłości, kolekcję mam ich całkiem pokaźną: zarówno tych materiałowych, jak i samodzielnie wykonanych szydełkiem, bądź na drutach. Nieustannie poszukuję coraz to nowych wzorów i fasonów. Poniżej zdjęcia nowych tworów. Robione wg wzoru na kaszkiet J.Lo. znalezionego na Forum u Maranty, a dokładnie tutaj.
Włóczka to Pearl w kolorze niebieskim. Jeśli chodzi o wybór włóczki to ujmę to w ten sposób: strasznie ciekawa byłam samego wyglądu i wzoru, dlatego robiłam "prototyp", więc i włóczka nie za specjalnie rewelacyjna. Nie wiem tylko dlaczego moja wersja tego kaszkietu różni się od tych pokazywanych przez dziewczyny na forum :) Może to wina doboru włóczki? Na kaszkiet poszło niecałe 10 dag. Z pozostałych resztek powstał mały berecik (prezentowany na kordonku, aby widać było jako tako skalę rozmiaru): Teraz tylko muszę znaleźć małe dziecko, które obdaruję tą beretką :) Wracając do tematu włóczek, to w ogóle wygląda to u mnie kiepsko. Wprawdzie z ostatniego pobytu w Polsce przywiozłam co nieco włóczek i kordonków, ale nie powiem żeby to było wystarczające :) No bo ile można upchnąć w 20 kg bagażu (cały bagaż to były prawie nitki...ups :D - kg nie wyrobiłam, bo więcej gabarytowo nie chciało wejść do walizki, pomimo moich usilnych starań oraz prób i gróźb pod adresem walizki). A wiadomo - jak przyjdzie do realizacji pomysłu jakiegoś włóczkowego projektu to akurat brakuje pasującej nitki. Wprawdzie znalazłam w Dublinie pasmanterię, ale ceny, w porównaniu do tych w Polsce, są nieciekawe :( Fakt, wybór ogromny, no i włóczki takie, których u nas nie można zdobyć. Ale 5 dag za 10 euro to już przegięcie :)Nie pozostaje mi chyba zatem nic innego, jak wyrobić kilometry nitek, które zalegają mi w pudłach koło sofy :) A mnie jak na złość chodzą po głowie projekty, co do których nie mam nawet wystarczającej ilości konkretnej włóczki (gdzie ja miałam głowę kiedy te włóczki do walizki pakowałam ?!?). No cóż...do grudnia jakoś przeżyję, a potem muszę uskutecznić jakiś najazd na moją ulubioną pasmanterię w Krakowie ;)

2 komentarze:

  1. bardzo ładnie wyszedł Ci kaszkiet i to prawda, że kaszkiety pasują prawie każdemu. z czapkami bywa różnie (ja też ich nie znoszę, bo żeby wyglądać w niej jako tako, muszę mnóstwo czasu poświęcić, żeby założyć ją jakoś przyzwoicie).

    a co do włóczek - może to dobry pomysł, żeby składać zamówienia w polskich sklepach internetowych? nie wiem ile kosztuje przesyłka za granicę, ale może będzie Ci się bardziej opłacać

    OdpowiedzUsuń
  2. Też myślałam o sklepach internetowych. Jak już dojdę do etapu: "koniecznie muszę zrobić ten projekt i nie będę czekać ani chwili dłużej" to pewnie zamówię :)

    OdpowiedzUsuń